Nasza droga do prostych stóp (część 1) 0
NASZA DROGA DO PRSOTYCH STÓP (CZĘŚĆ 1)

O wadzie stopy u córki dowiedzieliśmy się w trakcie badania ,,połówkowego” USG w ciąży. Lekarz wykonujący badanie długo przypatrywał się stopom już na pierwszym badaniu genetycznym w 13 tc i zanotował uwagę o stopach w swoich notatkach, ale wtedy postanowił nam jeszcze nic nie mówić. Oszczędził nam kilka tygodni zamartwiania się i jesteśmy mu za to wdzięczni. Dzięki temu, że o wadzie dowiedzieliśmy się jeszcze przed porodem, mieliśmy czas na oswojenie się z tą myślą. Mogliśmy się wypłakać, ale przede wszystkim zebrać siły i zacząć odkładać pieniądze na leczenie.

Przeczesaliśmy Internet w poszukiwaniu informacji o stopie końsko-szpotawej. Przeczytaliśmy wiele forów, gdzie rodzice dzielili się swoim doświadczeniem, dotarliśmy do rankingów lekarzy, specjalizujących się w leczeniu tej wady.

W końcu zdecydowaliśmy się na leczenie córki w ośrodku w Poznaniu u profesora, który wg. wielu opinii miał być najlepszym specjalistą w Polsce.

Hania urodziła się w lutym 2017 roku. Uzyskała 10/10 punktów w skali Apgar. Tuż przed samym porodem, mąż udał się do położnej i poprosił ją o poinformowanie wszystkich, którzy będą przy porodzie (lekarza, pielęgniarki), że córka ma wadę stopy, o której wiemy i prosimy aby nie komentowali tego faktu tuż po jej przyjściu na świat. Zależało nam, aby pierwsze słowa jakie usłyszy nie dotyczyły jej krzywej nóżki, lecz tego, że jest wyczekanym i kochanym dzieckiem. Personel uszanował naszą prośbę i dopiero w drugiej dobie życia neonatolog odwiedził naszą salę, aby porozmawiać o planie leczenia stopy Hani.

Dzień po narodzinach córki, mąż zadzwonił do kliniki w Poznaniu, aby umówić nas na pierwszy gips. 

Po powrocie ze szpitala, mieliśmy raptem kilka dni na odpoczynek i poznanie siebie nawzajem. Zdążyliśmy zrobić sesję noworodkową jeszcze bez gipsów i jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. Żałujemy tylko, że mamy tak mało zdjęć naszego krzywuska… Wtedy jednak inaczej podchodziliśmy do tematu stopy córki i nie chcieliśmy o niej pamiętać... 

Kiedy Hania miała osiem dni, wyruszyliśmy w pierwszą dalszą podróż samochodem. Z domu w Łodzi do Poznania, gdzie Hania miała mieć założony pierwszy gips. Drogę tam Hania przespała, a ja praktycznie całą przepłakałam. Czułam wielką niesprawiedliwość i żal, że tak małe dziecko musi przejść ten cały proces leczenia.

Na miejscu, w poczekalni w klinice, poznaliśmy wielu rodziców z dziećmi ze stopami końsko-szpotawymi. Dali nam wiele pozytywnej energii i wiary, że leczenie przebiegnie szybko i skutecznie. 

W gabinecie, profesor przedstawił się i zbadał stopę córki. Poinformował, że w naszym przypadku wada ma 3 z 4 stopień (1 oznacza najlżejszy, 4 najtrudniejszy w korekcji). Założył pierwszy gips i zaprosił na jego zmianę za tydzień. Zabieg tenotomii, czyli przecięcia ścięgna Achillesa, który wykonywany jest w większości przypadków sks miał mieć miejsce już po drugim gipsie. Bardzo ucieszyliśmy się, że leczenie przebiegnie tak szybko, ponieważ nastawialiśmy się na 4 do 6 gipsów przed zabiegiem tenotomii. 

Tenotomia była czymś co nas przerażało… W Poznaniu zabieg jest wykonywany w tej samej sali, gdzie zakładany jest gips. W miejscu planowanego przecięcia nakładany jest krem Emla. Poprosiłam znajomego anestezjologa o opinię, czy faktycznie takie znieczulenie jest wystarczające. Ponieważ sam zajmuje się wyłącznie dorosłymi pacjentami, obiecał poprosić o opinię kolegów po fachu z oddziałów dziecięcych. Ze zdziwieniem stwierdził, że znieczulenie kremem jest powszechne, dodał jednak, że nie wierzy w to, że jest wystarczające- wszak krem Emla znieczula jedynie skórę (krem ten stosuje się najczęściej przy szczepieniach).

Oczywiście jest to zabieg bardzo szybki- w naszym przypadku samo przecięcie ścięgna trwało nie więcej niż 5 sekund. Znieczulenie kremem nie ma skutków ubocznych, nie wymaga obecności anestezjologa i wielu dodatkowych formalności. Nie niesie też ze sobą ryzyka takiego jak przy znieczuleniu ogólnym. Samo wykonanie zabiegu jest jednak przeprowadzane ,,na żywca”. Hania strasznie płakała i próbowała się wyrywać. Profesor zezwolił na moją obecność przy zabiegu- dostałam zadanie przytrzymywanie córki. Po przecięciu na nogę został założony kolejny gips. 

Przez kolejne 3 tygodnie jeździliśmy co tydzień na zmianę opatrunku gipsowego. W końcu usłyszeliśmy, że leczenie gipsami zostało zakończone, a Hania otrzymała swoje pierwsze buty i szynę Mitchella. Profesor pokazał, jak je zakładać i na co zwrócić uwagę, jednak świadom faktu, że czeka nas ponad dwugodzinna podróż samochodem kazał założyć je dopiero w domu. Po raz ostatni, na wizycie w Poznaniu byliśmy ok. miesiąca po założeniu butów.

 

CO U NAS POSZŁO NIE TAK?

 

Mimo, że leczenie w Poznaniu poszło sprawnie, mamy do jego przebiegu wiele uwag. Teraz, już po fakcie, jesteśmy mądrzejsi o doświadczenie i wiemy, że wiele rzeczy było nie tak jak powinno. 

 

  1. Dwa opatrunki gipsowe przed zabiegiem tenotomii, w przypadku wady o 3 stopniu to za mało!
  2. Po wizytach w klinice w Poznaniu nie otrzymywaliśmy na bieżąco opisu wizyty. Historię leczenia otrzymaliśmy dopiero po upomnieniu się o nią po zakończonym leczeniu. Niestety wynikało z niej, że ze stopą córki nie jest tak dobrze jak na wizytach zapewniał profesor.
  3. Tenotomia w ,,znieczuleniu” kremem Emla.
  4. Buty i szyna założona dopiero po ponad 2 godzinach po zdjęciu gipsu
  5. Zbyt szeroka szyna! Warto wiedzieć, że producent oferuje 3 rozmiary szyny (są również dodatkowe, mniejsze szyny dla wcześniaków) z jakiegoś powodu! W klinice można zaopatrzyć się w buty i szynę, jednak oferują wyłącznie rozmiar Small. Po wielu nieprzespanych nocach zmieniliśmy na własną rękę na rozmiar Extra Small i Hania (która ma obecnie 2 lata) nadal jej używa a problem z nieprzespanymi nocami owszem pojawiał się, ale nie z powodu butów ;) Zbyt szeroka szyna oprócz dyskomfortu, może mieć wpływ na efekty leczenia.
  6. Profesor zalecił stosowanie szyny 23/24h na dobę przez pierwsze pół roku, a później tylko na noc. Jest to niezgodne z metodą Ponsetiego. Czas szynowania należy zmniejszać stopniowo. Wraz z rozwojem dziecka i ze wzrostem jego aktywności fizycznej zmniejsza się czas w butach po to, aby dziecko mogło się poprawnie rozwijać. Szyna nie może opóźniać fizjologicznych etapów rozwoju jak przekręcanie się z boku na bok, siadanie, chodzenie. Przy gwałtownym zmniejszeniu czasu w butach istnieje dodatkowo ryzyko odrzucenia szyny przez dziecko.
  7. Ćwiczenia- na ostatniej wizycie, profesor zaprezentował na stopie córki ćwiczenia, jakie powinnyśmy wykonywać w domu. Pozwolił je nagrać, aby móc je sobie przypomnieć. Nigdy nagrania nie obejrzałam, bo wrzask córki był tak przeraźliwy, że mam gęsią skórkę na samą myśl o nim… W metodzie Ponsetiego nie ma mowy o tego typu ćwiczeniach. Stopa ma się rehabilitować sama!
  8. Ten punkt nie dotyczy techniki leczenia samej w sobie, ale podejścia do pacjenta. Wizyty trwają około 5 do 10 minut. Rozumiem fakt, że profesor, do którego normalnie trzeba czekać nieraz wiele miesięcy, przyjmuje noworodki bez kolejki, jednak wizyty te do tanich nie należą. Profesor skupia się wyłącznie na stopie- nie bada dziecka całościowo tj. kręgosłupa, bioder. W naszym przypadku, każda wizyta odbywała się w ogólnym płaczu córki i pamiętam je jako bardzo nerwowe. Raz specjalnie przyjechaliśmy ok. godzinę wcześniej, aby na spokojnie przewinąć i nakarmić dziecko. Kiedy asystentka profesora zobaczyła, że już jesteśmy poprosiła nas od razu do gabinetu, ponieważ akurat zrobiło się ,,okienko”. Na stwierdzenie, że córka właśnie je, usłyszeliśmy, że trudno- skończy po wizycie. Szczęki nam opadły, ale poszliśmy. Jak wyglądała wizyta z 3-tygodniowym, głodnym dzieckiem nietrudno się domyślić…

O naszej dalszej drodze dowiecie się z kolejnych wpisów! 

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy od home.pl